English EN Deutsch DE Italiano IT Polski PL Español ES

BYŁA CZĘŚCIĄ PEJZAŻU LUBACZOWA…
CZESŁAWA MANASTERSKA
1 IX 1912r. – 18 VIII 1985r.

Czesława Manasterska

Wszyscy staramy się przeżyć życie godnie: tak, aby na zawsze pozostał po nas ślad w ludzkiej pamięci. Niestety, nie każdemu się to udaje… Mimo wszystko wielu nieżyjących już lubaczowian będziemy wspominać bardzo długo. Do grona tych osób należy pani Czesława Manasterska.

„Ciocia” – bo tak była często nazywana nasza bohaterka – pochodziła z Kresów Wschodnich. Ukończyła sześcioletnie gimnazjum im. A. Grottgera zakończone tzw. „małą maturą”. Studiów nie podjęła ze względu na trudną sytuację materialną rodziny po przedwczesnej śmierci ojca – kolejarza. Rekompensatą za rezygnację z własnych ambicji był fakt, że ukochany brat pani Czesławy ukończył dwa fakultety na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. (Niestety, kilka lat później, w czasie wojny zmarł na gruźlicę, której nabawił się w wiezieniu UB).

Czesława Manasterska

Pani Czesława Manasterska od młodości interesowała się grą na skrzypcach (pięknie śpiewała) oraz sportem: uwielbiała jeździć na nartach i grać w tenisa. Należała do harcerstwa i organizacji sportowej „Sokół”. Marzyła o aktorstwie. Po wyjściu za mąż przeniosła się z rodzinnego Chodorowa do Lwowa, gdzie mieszkała kilka lat, a następnie do Rymanowa.

Pani Czesława zajmowała się nie tylko biblioteką w Lubaczowie. Angażowała się także w działalność filii gminnych. Organizowała zbiórki książek, jeździła po całym kraju, aby zdobyć, choć najmniejsze fundusze. Miała „wojenny” stosunek do pracy, dlatego wszystko, czego się podjęła, musiało być zrobione dokładnie i najlepiej, jak potrafiła. A trzeba nadmienić, że w czasie wojny pani Czesława należała do Armii Krajowej. Zajmowała się wówczas roznoszeniem „bibuły”, co było aktem niezwykłej odwagi. Jak powiedziała pani Grażyna Bielec – także wychowanka naszej bohaterki – „była osobą z pejzażu Lubaczowa”. Uczestniczyła w każdym wydarzeniu kulturalnym w mieście.

Czesława Manasterska

Prowadziła spotkania z autorami książek. Była zapaloną miłośniczką filmu. Oczywiście nie odmówiła sobie uczestnictwa w Dyskusyjnym Kole Filmowym. Jak wspominają liczni wychowankowie pani Czesławy, była osobą wymagającą i surową, a mimo wszystko garnęły się do niej tłumy młodych ludzi poszukujących zajęcia i sensu życia. Była uczciwym i prawym człowiekiem. Zawsze dotrzymywała słowa. To imponowało wszystkim. Nie brakowało jej poczucia humoru. Jedna z wychowanek opowiedziała nam dwie przezabawne historie. W Miejskim Domu Kultury pewnego dnia miał miejsce spektakl w reżyserii pani Czesławy. Oczywiście odświętnie ubrana: w białą bluzkę, czarną spódnicę oraz mały kapelusik przybyła na premierę.

Czesława Manasterska

Sukces był murowany! Widzowie oglądali sztukę z zapartym tchem. Jednak nie wszystko poszło po myśli pani reżyser. Po drugim akcie aktorzy kolejny raz zaczęli przedstawiać poprzedni. Pani Czesława zaaferowana stała za kurtyną i krzyczała „Durnie! Teraz trzeci akt, a nie drugi!” a następnie na klęczkach próbowała zasunąć kotarę. Sytuacja rozśmieszyła wszystkich widzów i mimo tego incydentu sztuka odniosła upragniony sukces.

Kolejna zabawna historia miała miejsce podczas pobytu w Lubaczowie Stana Borysa – artysty uwielbianego przez rzesze fanów. Ludzie dosłownie „pchali się drzwiami i oknami”, aby zobaczyć idola. Pani Czesława oczywiście nie mogła pozwolić na taki harmider, więc napełniała butelkę wodą i polewała tłum. W ten niezwykle przekonujący sposób próbowała uspokoić nieznośnych miłośników muzyki Stana Borysa.

Jak wspomina pani Albina Ratowska- wieloletnia współpracownica naszej bohaterki- była zawsze uśmiechnięta, nie obchodziły jej żadne plotki, nigdy nie mówiła o kimś źle. Kochała pracować z młodzieżą. Do ostatnich lat życia nie brakowało jej inwencji i zapału. Do końca była aktywna, pełna wiary i nadziei. Panią Czesławę można było spotkać zawsze tam gdzie coś się działo. Teraz nie trudno zauważyć, że większość osób, które niezwykle udzielają się dla rozwoju kultury Lubaczowa… wyrosło właśnie pod jej czujnym okiem.

Wśród osób wspominających panią Manasterską jest również jej wnuczka, mieszkająca w Rzeszowie Marta Daraż. Podczas spotkania, na które przybyła specjalnie do Lubaczowa, pokazuje piękne zdjęcia z wczesnej młodości babci: widać na nich talent aktorski pani Czesławy, która potrafiła wcielać się w różne postacie, a także pomysłowość. Wśród stosu różnych dokumentów, nagród, odznaczeń, uwagę naszą zwraca niepozorna… legitymacja ubezpieczeniowa, w której jest tylko kilka zaświadczeń o chorobie: „Moja babcia po prostu nie miała czasu na chorowanie” – słyszymy, – „Ona żyła dla innych ludzi. Zawsze znalazła czas na rozmowę. Przy tym była tak silna, że swoje prywatne problemy potrafiła ukryć głęboko przed światem”. Pani Marta nie wie, jak to możliwe, że babcia zawsze znalazła czas na pogawędki z wnuczką a w międzyczasie zdążyła upiec pyszny placek czy przyrządzić smaczny obiad (wyśmienicie gotowała).

Zawsze starała się wyglądać elegancko. Choć używała tylko kremu Nivea i popularnych w owym czasie perfum, robiła wrażenie większe, niż przeciętna kobieta. Kiedy ktoś pytał jak to możliwe, zwykła mawiać: „Pachnę młodością”. Poza tym warto wspomnieć, że była jedną z pierwszych kobiet w Lubaczowie, które zaczęły nosić spodnie.

– „Kiedy była ze mną miałam wrażenie, ze świat jest piękniejszy. Miała niezniszczalną radość życia” – wspomina Marta Daraż. Należy podkreślić, że pani Manasterska była także bardzo zaangażowana w sprawy miasta. Jako przewodnicząca Ligi Kobiet prowadziła różnego rodzaju kluby przy spółdzielniach mieszkaniowych. Między innymi ona zainicjowała konkursy na najpiękniejszy ogród czy najbardziej ukwiecony balkon w mieście. W ramach działalności Ośrodka Nowoczesnej Gospodyni wraz z innymi paniami organizowała wystawy robótek ręcznych. Oprócz tego zajmowała się problemami młodzieży i dorosłych.

Pracowała przy Komitecie Antyalkoholowym. Wydając przyjęcia pokazywała, że nawet bez alkoholu można się dobrze bawić. Bezinteresownie pomagała wszystkim, którym mogła pomóc.

Na zakończenie spotkania czeka nas miła niespodzianka – upominek w postaci bajki dla dzieci „Przygody Dziońdzi i Pońdzi”, której autorką jest Marta Daraż. Na jednej z barwnych ilustracji wykonanych przez autorkę widzimy piękną damę – wróżkę? – w ogrodzie jak marzenie. „To moja babcia przed swoim domem w Lubaczowie”. Rzeczywiście. Wśród zdjęć odnajdujemy pierwowzór baśniowej ilustracji.

Pani Marta wiele czasu spędziła za kulisami „babcinego” teatru, próbuje więc kontynuować tradycję w SP Nr 27 w Rzeszowie. Umawiamy się na spotkanie w Gimnazjum Nr 2 w Lubaczowie: na wspomnienia o babci przed szerszym audytorium i przedstawienie teatru plastycznego.

Czesława Manasterska

W drodze do domu czytamy dedykację:
„Na pamiątkę pięknego dnia, który dzięki Wam spędziłam w towarzystwie Cioci Cesi.
Dziękuję !!!

Marta Daraż”
To my dziękujemy.

Edyta Nepelska i Magda Puła.